Strony

niedziela, 23 lutego 2014

06. "Marzenia się spełniają?"

- A co chcesz ze mną selfie? - zapytałam się śmiejąc. Ten trzymał wielki aparat w ręce.
- No a jak ! - zaśmiał się ,odłożył aparat na stół tenisowy i usiadł koło mnie ,chłopcy już odeszli. Andrew zabrał mi telefon, patrzyłam się na niego jak na idiotę. I właśnie takie było pierwsze nasze selfie. Później było lepiej. Niektóre zdjęcia naprawdę były słodkie. Na niektórych całował mnie w policzek, na niektórych ja jego. Gdy skończyliśmy tą całą szopkę i gdy przyszła Tia ,poszliśmy na zdjęcia. Poszliśmy na pewną ścieżkę. Po drodze Andrew robił też zdjęcia. Ale w końcu zaczęliśmy taką prawdziwą sesję. Zajęło nam to 2 h i nie obyło się bez różnych śmiechów. Te zdjęcia naprawdę fajnie wyszły. Mam zdjęcie z każdym. Z Andrewem to chyba z million! Na niektórych wyglądamy jak jakaś para. On jest taki kochany. Zawsze chciałam mieć taką sesje. Jeszcze do tego z takimi osobami! Na pewno zapamiętam to, na zawsze. Postanowiliśmy wracać.
- Wiesz...chciałeś wiedzieć...no pamiętasz..ten..
- Eh. Tak ,wiem o co ci chodzi. Masz zamiar mi powiedzieć? - uśmiechnął się szeroko.
- Tak. Tylko nie teraz i nie tutaj.. okej? - zapytałam. Ten przytaknął i przytulił mnie. Nagle spojrzałam na Chrisa i Tie. Oni trzymali się za ręce. Byłam wniebowzięta. Uwielbiam takie słodkie parki, jaram się wtedy strasznie, sama nie wiem czym.
- Hm, może wieczorem? - zapytał patrząc się na mnie niepewnie.
- Okej. Na schodach? Chyba nikt nam nie będzie przeszkadzał. Tylko tych na samej górze, okej? - również zapytałam. Przytaknął. Gdy wróciliśmy, jeszcze rodziców i dorosłych nie było. Ja poszłam się przebrać,bo mama zabiłaby mnie,gdyby zauważyła mnie w krótkich spodenkach. Pewnie nie zauważyła wtedy kiedy dawałam jej klucze. Zostawiła klucz w drzwiach. Weszłam do pokoju i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej czarne, luźne dresy, zostawiając całą resztę. Tylko ubrałam air force. Gdy zeszłam na dół, już wszyscy przyszli, a obiad był podany. Jest niedziela, więc jak zawsze pyszny rosołek. Rozmawialiśmy o zdjęciach. Andrew powiedział,że później możemy je zobaczyć,bo zdążył je zgrać na laptop. Po dwóch daniach byłam pełna. Jak poszliśmy na górę zauważyliśmy drugą, dwa razy większą kanapę od tamtej.
- Ej, ale o co chodzi? - zapytałam stojąc przy stole od pingponga.
- Przynieśliśmy wam ten fotel. Mam nadzieję,że się cieszycie . - powiedział właściciel i tata Andrewa, pan Robert. Podziękowaliśmy i od razu położyliśmy się na nim. Trochę się nie mieściliśmy. Na tej większej kanapie siedziałam ja, Andrew i Brandon, z czego oni siedzieli,a ja miałam nogi na ich nogach. A na drugiej kanapie leżał Chris i Tia. Odpoczywaliśmy. Znów w ruch poszedł mój telefon. Robiliśmy sobie zdjęcia ,filmiki. Pod godzinie leżenia znudziło nam się to, więc Christopher i Brandon zaczęli grać w pingla. Tia bawiła się telefonem Chrisa,a mi i Andrewowi się nudziło. W pewnym momencie kiwnęłam głową. Wstaliśmy oboje.
- My za niedługo przyjdziemy. - oznajmił Andrew. Od razu poszliśmy na schody , na samą górę. Gdy tam dotarliśmy, była lekka cisza.
- Nie wiem od czego zacząć. - powiedziałam.
- Od początku.
- No więc, wiesz. Dorastanie jest trudnym okresem.Dla mnie był jeszcze trudniejszym. Gdy miałam 11 i 12 lat popadłam w depresję. Tak ,pewnie myślisz ,że jestem idiotką. No ale niestety tak było. Okaleczałam się. Nienawidziłam siebie, całego swojego ciała. Każdy się ode mnie nagle odwrócił. Byłam strasznie cicha. Pokłóciłam się z każdym. Nawet muzyka mi nie pomagała. Wiesz. W nocy nie spałam, tylko próbowałam przestać płakać, dlatego później nie wysypywałam się. W końcu moi idole mi pomogli. I z czasem było już lepiej. Oczywiście dalej gdy miałam jakąś przykrość, okaleczałam się. Mam do teraz różne blizny. Wcale nie jestem z nich dumna. Ale ta depresja pokazała mi jak walczyć. Dlatego nie załamałam się tak strasznie, ale chciałam się pociąć, czy ściągnąć jakiegoś bucha z baki, jak zawsze. Później już się nie okaleczałam, a problemy mieszałam z alkoholem, tytoniem czy marihuanną. Miałam złych znajomych. Od pół roku jest lepiej. Z moją przyjaciółką zawsze się spotykałam, wiedziała co robię, nie potrafiła mi pomóc. Nikt nie umiał. Teraz jest lepiej. Sądzę ,że gdybym wcześniej tutaj przyjechała ,to wszystko tutaj wyleczyłoby mnie.Ja to wiem. Przed odjazdem opowiadałam mamie jak to miejsce uwielbiam. Dla Ciebie to pewnie było obojętne czy tu jedziesz czy nie. Ja tutaj się czuję idealnie. Jakby to był mój dom. Moja skrytka..Dziękuję ,że mnie wysłuchałeś. Sądzę ,że oboje dorośliśmy. - uśmiechnęłam się do niego. Przez cały czas miałam głowę opartą na jego ramieniu, nie wiem czemu,ale tak mi było lepiej o tym mówić.
- Wow. To niewiarygodne. Jestem z Ciebie cholernie dumny. Nie jesteś idiotką. Każdy ma jakieś słabości. Ja też właśnie miałem, z marihuanną i tym wszystkim. Ale wyszedłem z tego. Cieszę się ,że przezwyciężyłaś wszystko. Tak, masz rację. Zmieniliśmy się. I to drastycznie. Ale chyba na dobrych? - zaśmiał się. Ja też się uśmiechnęłam.W pewnym momencie złapał mój nadgarstek i pocałował moje blizny. Podniosłam głowę. Zbliżyliśmy się do siebie i stuknęliśmy się czołami. On uśmiechał się tak słodko. Jak nikt inny. Przeszły mnie ciarki i poczułam..motylki w brzuchu? Marzenia się spełniają? ..

CDN