Strony

piątek, 21 lutego 2014

01. "Obiecujesz? Obiecuje :)"

Muszę się umyć. Podeszłam do szafy, wybrałam z niej leginsy 'moro' i za duży w jednolitym,podobnym kolorze sweter. Wybrałam również bieliznę i umyłam się. Wysuszyłam je i pomalowałam się. Wyglądałam całkiem znośnie. Wyszłam z łazienki i zaczęłam się pakować. Swoją czarną walizkę miałam już wyciągniętą, dziękuję mamo. Włożyłam do niej pełno ubrań. W sumie nie wiedziałam dokładnie co wziąć, skoro jadę tam aż na dwa tygodnie, a kiedyś jeździłam na 2 dni. No trudno. Włożyłam również dużą ,białą kosmetyczkę. Ciągle myślałam o tym ,czy będzie Andrew i Christopher, byłoby ciekawie. W sumie, ostatnim razem jak byłam, nie było ich..nie było nikogo prawie. Wpadłam na pomysł. Włączyłam facebook'a ,bo jeszcze nie zdążyłam włożyć laptopa. Zalogowałam się. Błagałam o to aby któryś z nich był. Kamień spadł mi z serca jak zobaczyłam ,że Andrew jest dostępny. 

"Conversation"
Mary - M
Andrew - A

M. - Hej, chciałam się zapytać czy jedziesz do Nowej Morawy?
A. - wlasnie sie zastanawiam, a co?
M. - Ja też się zastanawiam...chodź pojedziemy, chyba ,że nie masz żadnych planów ;p
A. - hm... no dobra
M. - Obiecujesz?
A. - obiecuje :)
M. - Dziękuję! To do zobaczenia! :)
M. - Namów Christophera! 
A. - no ba

Jezus. Nigdy nie byłam tak zdenerwowana jak z kimś rozmawiałam.Skłamałam z tym zastanawianiem się. No cóż. Obydwoje się zmieniliśmy. On się zmienił, a ja? Ja się zmieniłam tym bardziej. Dorosłam. Jestem z tego dumna. Zamknęłam laptop i schowałam go do walizki. Zamknęłam ją, a do podręcznej torebki włożyłam najpotrzebniejsze rzeczy. Dokładnie jak zapinałam wszystko na ostatni guzik, mama zawołała mnie na obiad. 

- Spakowana? - zapytał tato.
- Tak. Mam nadzieję. - zaśmiałam się. Po zjedzonym obiedzie jeszcze bardziej zaczęłam się stresować.
- Mamo? Jesteś już spakowana? Zabrałaś wszystko? Jedzenie też jest spakowane? Czy ja zabrałam wszystkie buty? Ładowarki wzięłam? - zaczęłam pytać się wszystkich o wszystko.
- Kochanie spokojnie. Jesteśmy spakowani. Ja właśnie z Madelaine kończymy robić i pakować jedzenie. Mark już szykuje wszystko w samochodzie, za 30 minut jedziemy. Wyluzuj się skarbie. - podziękowałam mamie i naprawdę się trochę wyluzowałam. Poszłam po walizkę, założyłam kurtkę aby jej nie zapomnieć, ubrałam air force i zaczęłam zanosić rzeczy do samochodu. Po 25 minutach byliśmy gotowi. Na pewno. Samochód był bardziej wypchany niż zwykle,bo dwa tygodnie różnią się od dwóch. Pożegnaliśmy się z moją siostrą, wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy. Wyciągnęłam mojego iphone'a ,włożyłam słuchawki i włączyłam muzykę. Po chwili odpływałam...


"- Tęskniłem.
- Ja też tęskniłam.
- Fajnie ,że się spotkaliśmy. 
- Fajnie? To cudownie. Po tylu latach.
- Mam nadzieję ,że to będą najlepsze 2 tygodnie w moim życiu.
- Będą. Obiecuję. (...) "

Gdy obudziłam się ,byliśmy już prawie na miejscu. Ciekawy był ten sen. Akurat jedziemy tą drogą ,którą znam na pamięć. Uwielbiam te skręty w drodze, gdzie w brzuchu wszystko się rozwala i jest niesamowita adrenalina. Po 15 minutach ujrzałam światło od hotelu..nie to nie może być prawda...

Prologue - "ODMIENIŁAŚ MÓJ CAŁY DZIEŃ. KOCHAM CIĘ."

To jest mój chyba najgorszy dzień w roku. Ostatni dzień szkoły i ferie, a mam takiego pecha ,że aż mi się chce płakać. Nawet szkoda mówić. Rano przytrzasnęłam sobie palce, następnie spóźniłam się na autobus, później dostałam jedynkę z biologii ,a teraz szafka mi się nie chce otworzyć. Jestem wzruszona normalnie.
- Hej,hej, nie siłuj się tak z tą szafką, chyba nic złego ci nie zrobiła. - zaśmiała się moja przyjaciółka, Victoria.
- Zabawne. - odpowiedziałam sarkastycznie, znów usiłując jakimś cudem otworzyć tą 'cudowną' szafkę.
- Ej, co Ci się stało ,że jesteś taka oschła? - zapytała ,pomagając mi otworzyć moją 'skrytkę'.W końcu się udało.
- Dziękuję. Po prostu czuję ,że to jest chyba najgorszy dzień w całym moim życiu. Nic mi dzisiaj nie wychodzi, nawet wstałam i źle się czułam. Nic mi chyba nie pomoże..
- Nie zamartwiaj się Mary. Będzie dobrze. Uśmiech na twarzy i idziemy na lekcje! Wytrzymasz - uśmiechnęła się do mnie. Uwielbiam ją. Zawsze potrafi mnie rozbawić ,a ja ją. I właśnie dlatego się przyjaźnimy.

Kolejne lekcje minęły już o wiele lepiej. Teraz już wracam do domu. Boję się ,że znów napotka mnie coś złego. Odwróciłam się ,a za mną jechał chyba 100 km/h samochód, jednocześnie ochlapując mnie wielką kałużą. No cudownie. Po prostu idealnie.
- Jak w szkole? - zapytała mama gdy trzasnęłam drzwiami. Gdy ujrzała mnie w kuchni wiedziała, że wcale nie muszę odpowiadać.
- Mamo..to był najgorszy, dzień w całym moim życiu. - rzuciłam torbe na ziemie próbując niczego nie ochlapać.
- No to chyba mam jeszcze gorsze wieści. Wyjeżdżamy na całe ferie do Nowej Morawy, wiesz, tam gdzie zawsze jeździliśmy przez 10 lat, a później się troche zepsuło....- powiedziała mama uśmiechając się. Nie mogłam w to uwierzyć. Nareszcie. Po tylu latach.
- CO? NIE WIERZE. NAPRAWDĘ? DZIĘKUJĘ. BOŻE, MAMO, JA TAM CHCIAŁAM TAK BARDZO POJECHAĆ. ODMIENIŁAŚ MÓJ CAŁY DZIEŃ. KOCHAM CIĘ. - krzyczałam tak głośno, że mama prawie ogłuchła, rzuciłam jej się na szyję.
- Nie ma za co skarbie. Po 10 latach spotykamy się calusieńką ekipą ,zgraną i zwartą,a nie tak jak 4 lata temu ...nie było prawie żadnych ludzi z ekipy. - naprawdę chciało mi się płakać. Jedna łza popłynęła mi po policzku..mama to zauważyła.
- Dlaczego to dla Ciebie takie ważne? - zdziwiła się.
- Nie wiem. Uwielbiałam tam przyjeżdżać. Ta atmosfera, ogniska ,gdzie nie mieściliśmy się,a dzieci biegały i słychać było same śmiechy. Jak wielką grupą chodziliśmy na kilkugodzinne spacery, potem wracaliśmy zmęczeni na ciepły obiad. Jak wieczorami wy,dorośli piliście i potrafiliście ze sobą rozmawiać do 4 nad ranem, a my siedzieliśmy na górze i wymyślaliśmy różne zabawy, później błagając was o to abyśmy nie musieli iść spać. Jak rano wstawało się i czuć było ciepłą jajecznicę, mówiło się każdemu dzień dobry, a pan Robert siedział ciągle w tym samym miejscu gdzie dzień wcześniej. Kiedy my ,dzieci łaziliśmy po lasach ,budując szałasy, a u was czuć było gorące kawy i herbaty, leczyliście mocnego kaca,aby wieczorem znów zasiąść do stołu i dalej "chlać". Kiedy chodziliśmy tylko w polarach, nie obchodziło nikogo jak się ubierasz, w co jesteś ubrany. Kiedy opowiadało się różne historie które działy się pomiędzy przerwą na reklamy gdy leciał jakiś film i program.Zawsze to nasza rodzina i pana Roberta zostawała ostatnia, bo to właśnie my wymyśliliśmy to wszystko,żegnaliśmy się z panem i z panią i ustalaliśmy kolejny termin przyjazdu. Mogłabym tak godzinami opowiadać. Uwielbiałam, uwielbiam i już na zawsze będę uwielbiać to miejsce .Dlatego jestem szczęśliwa ,że znów jest szansa by móc poczuć to wszystko od nowa. - dokańczając swoją "przemowę" ujrzałam wzruszoną mamę ,która od razu mnie przytuliła. Teraz naprawdę dowiedziała się ile to dla mnie znaczy.
- Dobrze. Koniec wzruszania się. Wyjeżdżamy dzisiaj wieczorem..przepraszam ,że ci tak późno powiedziałam. Ale sama wiesz, zawsze tak wyjeżdżamy,a ja nie chciałam Cię wcześniej stresować..- uśmiechnęła się.
- Nic nie szkodzi. Pójdę się szykować i ogarniać,a ty później zawołaj mnie na obiad. - pocałowałam ją w policzek i pobiegłam z torbą do góry.