Strony

piątek, 21 lutego 2014

Prologue - "ODMIENIŁAŚ MÓJ CAŁY DZIEŃ. KOCHAM CIĘ."

To jest mój chyba najgorszy dzień w roku. Ostatni dzień szkoły i ferie, a mam takiego pecha ,że aż mi się chce płakać. Nawet szkoda mówić. Rano przytrzasnęłam sobie palce, następnie spóźniłam się na autobus, później dostałam jedynkę z biologii ,a teraz szafka mi się nie chce otworzyć. Jestem wzruszona normalnie.
- Hej,hej, nie siłuj się tak z tą szafką, chyba nic złego ci nie zrobiła. - zaśmiała się moja przyjaciółka, Victoria.
- Zabawne. - odpowiedziałam sarkastycznie, znów usiłując jakimś cudem otworzyć tą 'cudowną' szafkę.
- Ej, co Ci się stało ,że jesteś taka oschła? - zapytała ,pomagając mi otworzyć moją 'skrytkę'.W końcu się udało.
- Dziękuję. Po prostu czuję ,że to jest chyba najgorszy dzień w całym moim życiu. Nic mi dzisiaj nie wychodzi, nawet wstałam i źle się czułam. Nic mi chyba nie pomoże..
- Nie zamartwiaj się Mary. Będzie dobrze. Uśmiech na twarzy i idziemy na lekcje! Wytrzymasz - uśmiechnęła się do mnie. Uwielbiam ją. Zawsze potrafi mnie rozbawić ,a ja ją. I właśnie dlatego się przyjaźnimy.

Kolejne lekcje minęły już o wiele lepiej. Teraz już wracam do domu. Boję się ,że znów napotka mnie coś złego. Odwróciłam się ,a za mną jechał chyba 100 km/h samochód, jednocześnie ochlapując mnie wielką kałużą. No cudownie. Po prostu idealnie.
- Jak w szkole? - zapytała mama gdy trzasnęłam drzwiami. Gdy ujrzała mnie w kuchni wiedziała, że wcale nie muszę odpowiadać.
- Mamo..to był najgorszy, dzień w całym moim życiu. - rzuciłam torbe na ziemie próbując niczego nie ochlapać.
- No to chyba mam jeszcze gorsze wieści. Wyjeżdżamy na całe ferie do Nowej Morawy, wiesz, tam gdzie zawsze jeździliśmy przez 10 lat, a później się troche zepsuło....- powiedziała mama uśmiechając się. Nie mogłam w to uwierzyć. Nareszcie. Po tylu latach.
- CO? NIE WIERZE. NAPRAWDĘ? DZIĘKUJĘ. BOŻE, MAMO, JA TAM CHCIAŁAM TAK BARDZO POJECHAĆ. ODMIENIŁAŚ MÓJ CAŁY DZIEŃ. KOCHAM CIĘ. - krzyczałam tak głośno, że mama prawie ogłuchła, rzuciłam jej się na szyję.
- Nie ma za co skarbie. Po 10 latach spotykamy się calusieńką ekipą ,zgraną i zwartą,a nie tak jak 4 lata temu ...nie było prawie żadnych ludzi z ekipy. - naprawdę chciało mi się płakać. Jedna łza popłynęła mi po policzku..mama to zauważyła.
- Dlaczego to dla Ciebie takie ważne? - zdziwiła się.
- Nie wiem. Uwielbiałam tam przyjeżdżać. Ta atmosfera, ogniska ,gdzie nie mieściliśmy się,a dzieci biegały i słychać było same śmiechy. Jak wielką grupą chodziliśmy na kilkugodzinne spacery, potem wracaliśmy zmęczeni na ciepły obiad. Jak wieczorami wy,dorośli piliście i potrafiliście ze sobą rozmawiać do 4 nad ranem, a my siedzieliśmy na górze i wymyślaliśmy różne zabawy, później błagając was o to abyśmy nie musieli iść spać. Jak rano wstawało się i czuć było ciepłą jajecznicę, mówiło się każdemu dzień dobry, a pan Robert siedział ciągle w tym samym miejscu gdzie dzień wcześniej. Kiedy my ,dzieci łaziliśmy po lasach ,budując szałasy, a u was czuć było gorące kawy i herbaty, leczyliście mocnego kaca,aby wieczorem znów zasiąść do stołu i dalej "chlać". Kiedy chodziliśmy tylko w polarach, nie obchodziło nikogo jak się ubierasz, w co jesteś ubrany. Kiedy opowiadało się różne historie które działy się pomiędzy przerwą na reklamy gdy leciał jakiś film i program.Zawsze to nasza rodzina i pana Roberta zostawała ostatnia, bo to właśnie my wymyśliliśmy to wszystko,żegnaliśmy się z panem i z panią i ustalaliśmy kolejny termin przyjazdu. Mogłabym tak godzinami opowiadać. Uwielbiałam, uwielbiam i już na zawsze będę uwielbiać to miejsce .Dlatego jestem szczęśliwa ,że znów jest szansa by móc poczuć to wszystko od nowa. - dokańczając swoją "przemowę" ujrzałam wzruszoną mamę ,która od razu mnie przytuliła. Teraz naprawdę dowiedziała się ile to dla mnie znaczy.
- Dobrze. Koniec wzruszania się. Wyjeżdżamy dzisiaj wieczorem..przepraszam ,że ci tak późno powiedziałam. Ale sama wiesz, zawsze tak wyjeżdżamy,a ja nie chciałam Cię wcześniej stresować..- uśmiechnęła się.
- Nic nie szkodzi. Pójdę się szykować i ogarniać,a ty później zawołaj mnie na obiad. - pocałowałam ją w policzek i pobiegłam z torbą do góry.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz