Zapadła kamienna cisza. Czułam tylko nasze oddechy. Byliśmy coraz bliżej siebie, o ile to w ogóle możliwe. Przypomniało mi się, jak kiedyś tutaj przyjeżdżałam, a taka chwila z nim była tylko w moich najskrytszych marzeniach. To było wręcz nierealne. Próbowałam wtedy być najbliżej niego, co oczywiście mi się nie udawało. Raz gdy bawiliśmy się w chowanego, w lesie, schowałam się, on przyszedł, czułam się wtedy niezręcznie, uśmiechał się do mnie i pamiętam,że chciałam mu powiedzieć,że go kocham, powiedziałam to tak cicho,że nie wiem czy to usłyszał, nawet chyba ja tego nie usłyszałam. Ale popatrzył się na mnie. To był jeden jedyny raz, ale po tym jeszcze bardziej się w nim zakochałam. Byłam młoda, takie małe gówienko.To były najlepsze czasy. I dlatego pokochałam to miejsce. Gdy ocknęłam się ,właśnie Andrew mnie pocałował. Uśmiechnęłam się w duchu.
- Kocham Cię. - szepnął do mnie.
- Nie zrań mnie . - odszepnęłam jeszcze ciszej.
- Nie zranię. - pocałował mnie.
- Obiecujesz? - zapytałam nie pewnie.
- Obiecuję. - w tym momencie popłynęła mi łza po policzku. Ten się zaśmiał i zrobił pytającą minę.
- Wiesz ,że taka chwila ,kiedyś była tylko w moich najskrytszych, nierealnych marzeniach? - zaczerwieniłam się.
- Wiem. - pocałował mnie w nos.
- Skąd? - zapytałam gwałtownie.
- To było kiedyś widać, słychać i czuć. - zrobiło mi się cholernie głupio.
- Spokojnie.To było słodkie. - podniósł moją głowę i pocałował. Przytuliłam go. Po chwili wstaliśmy. Nagle klęknął. Nie wiedziałam o co mu chodzi.
- Mary, uczynisz mnie szczęśliwym człowiekiem i zostaniesz moim skarbem? - zapytał szczerze. Zakryłam usta ręką. Przytaknęłam. On mnie tylko podniósł, prawie spadliśmy ze schodów i zaczęliśmy się głośno śmiać.
- Jesteś chory. - płakałam ze śmiechu.
- Jestem Andrew. - pocałował mnie w usta. Zeszliśmy na dół do nich. Nie byli zdziwieni gdy zobaczyli nas trzymających się za ręce.
- No nareszcie! - krzyknął Chris. Zrobiłam pytającą minę.
- To była tylko kwestia czasu. - uśmiechnął się Brandon i poszedł po słonecznik. Zeszliśmy z nim ,bo nie mieliśmy niczego innego do roboty.
- Dzieci, dzisiaj po kolacji urządzamy ognisko. - powiedział tata Andrewa. Zakryłam rękami buzie niedowierzając. Chciało mi sie płakać. Miałam łzy w oczach. Zauważył to tylko Andrew który uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech ,ściągając ręce z twarzy. Zostało w sumie 30 min do kolacji.
- Ja idę się ogarnąć. - powiedziałam do nich. Zresztą oni też poszli się ubrać. Wzięłam klucze i poszłam do pokoju. Wyciągnęłam z szafy jasne rurki, czarny sweter oraz buty nike i przebrałam się. Zrobiłam warkocza na boku głowy ,poperfumowałam się, poprawiłam makijaż i wyszłam. Na korytarzu spotkałam Tię.
- Wiesz,że jesteśmy szczęściarami? - zaśmiała się radośnie. Przytaknęłam i zbiegłyśmy na dół. Usiadłyśmy do stołu. Nagle zbiegli chłopcy. Wow. Wyglądali jak jakaś trójca przenajświędsza. Pierwszy był Andrew, ubrany w jeansowe rurki i czarną bluze z napisem "bad boy" oraz full capem. Za nim szedł Chris ubrany w czarne rurki ,białą bluzke i czarną bejsbolówkę. Na końcu szedł Brandon ubrany w czarne dresy, zieloną bluzkę, czarną bluzę i zielone słuchawki. Wszyscy mieli na sobie buty nike. Wyglądali jak trzej Bogowie. Usiedli koło nas i zjedliśmy kolację. O dziwo była dzisiaj wcześniej z powodu ogniska.
- Gotowi wszyscy? - zapytał wujek ,który przyszedł z dworu ,po naszykowaniu wszystkiego. Od kolacji minęło 30 minut. Siedzieliśmy na kanapie koło kominka.
- Jasne. - odpowiedzieli wszyscy. Ubraliśmy się i wyszliśmy.
- Jestem taka szczęśliwa! - powiedziałam do naszej paczki. Andrew mnie pocałował i już byliśmy przy ognisku. Usiedliśmy trochę dalej od dorosłych. Każdy rozmawiał ze sobą. Rozmawiali o tym co się działo kiedyś na takich ogniskach. Nagle jedna łza spłynęła mi po policzku. Ciągle nie dowierzałam. Nagle Andrew objął mnie w talii od tyłu.
- Widzę,że jesteś zadowolona. - powiedział opierając swoją brodę o moje czoło.
- I to jak. - odpowiedziałam. Wzięłam kijek, nabiłam sobie kiełbaskę i zaczęłam smażyć. Gdy skończyłam, zjadłam ją tak jak inni swoje.
- Poróbmy coś! - zaproponowałam chłopakom i Tii. Zgodzili się. Poszliśmy na łąkę, tamtą, przez którą wchodziłam do lasu.
- Może w berka? -zapytał Brandon. To był śmieszny pomysł,ale zgodziliśmy się. Oczywiście on zaczął. Ganialiśmy się jak wariaci, po chwili byliśmy cali brudni. Gdy Brandon dogonił Andrewa, a w sumie rzucił się na niego ,on zaczął ganiać. Nikogo nie mógł dogonić, a my powoli byliśmy zmęczeni. Gdy myślałam ,że mogę zwolnić bieg, bo on goni kogoś innego....pomyliłam się. Wziął mnie na ręce i przestraszyłam się.
- Jesteś idiotą. Kocham Cię. - uśmiechnęłam się do niego.
- Wow. Jestem Andrew. I słyszę te słowa pierwszy raz od Ciebie, to zajebiste uczucie. - postawił mnie i pocałował.
- Czuję się jak we śnie. - powiedziałam patrząc na niego.
- Dlaczego?
- Bo to wszystko jest takie nierealne. Jak we śnie. I boję się ,że się zaraz obudzę. - Andrew patrzył się ciągle na mnie i pocałował mnie,tak słodko.
- To nie jest sen kochanie. Believe. - uśmiechnął się.
- Berek. - szepnął. Wkurzyłam się i zaczęłam ich gonić, dogoniłam Chrisa , byłam z siebie dumna. W końcu nam się znudziło, więc rzuciliśmy się na trawę.
- Fajne ferie. + 15 stopni. - zaśmiała się Tia. Przytaknęliśmy.
- Pierwszy raz mamy takie ognisko. Inne, od innych. Kiedyś to tam koło dorosłych się kijami rzucaliśmy i ogółem takie dziecinne zabawy. A teraz jest lepiej ,niż mogło kiedykolwiek być. Uwielbiam was wszystkich i to miejsce.
- Ty mówisz tak dorośle. Tak z całym sercem. Nie wiem jak ty tak możesz. - powiedziała Tia.
- Mogę tylko tutaj być sobą ,mówić co chcę i robić co chcę. Otwieram tutaj całe serce. Mogę zmienić włosy, ubrania. Mogę powiedzieć temu miejscu do widzenia lub dzień dobry. Ale zawsze odnajdę drogę powrotną do tego miejsca, do "domu". - uśmiechnęłam się. Wtedy wpadłam na pomysł,że muszę to zapisać. Wyciągnęłam telefon z kieszeni, zapisałam to ,co powiedziałam w notatkach.
- Ty naprawdę ubóstwiasz to miejsce.
- To jak mój drugi dom. - odpowiedziałam.
- Dla nas też. Co ty myślisz, że tylko ty nie ubóstwiasz tego miejsca?Kochamy tutaj być. - oznajmił Chris. Siedzieliśmy jeszcze przez chwilę, a później wróciliśmy do dorosłych. Kompletnie zapomniałam ,że starsi nie wiedzą, że jestem z Andrewem.
- Uu, widzę jakaś nowa parka rośnie. - zaśmiał się pan Witek. Zrobiłam się cała czerwona i popatrzyłam na Andrewa ,który wcale lepiej nie wyglądał i zakrył się czapką.
- No opowiadajcie. Jak tam wasz romansik. - powiedziała moja ciocia chrzestna.
- Ciociu...- odpowiedziałam.
- Zawsze chciałem żebyście byli razem. - oznajmił tata Andrewa, pan Robert. Popatrzyłam na niego na idiotę, a on tylko przytaknął.
- Ojj, co alkohol robi z ludźmi. - szepnęłam do mojego chłopaka. Ten tylko się zaśmiał.
- To chociaż się pocałujcie. - zaśmiała się pani Beata.
- Pod warunkiem ,że wy też wszyscy się pocałujecie. Wiecie o co mi chodzi. - wszyscy się zgodzili. Na pierwszy rzut ja miałam z Andrewem pójść. Nigdy nie całowałam się przy dorosłych. No ale jak trzeba to trzeba. Pocałowaliśmy się i każdy klaskał. Jakby to była jakaś sensacja. Nie wiem czemu, ale zabrakło nagle miejsca więc musiałam usiąść na kolanach Andrewa. Super. No ale trudno. Objął mnie w pasie i oglądaliśmy innych pocałunki. Wujek każdemu zrobił zdjęcie, nawet mi i Andresowi. Było całkiem zabawnie. Zresztą jak zwykle. Ale takiego ogniska to jeszcze nie mieliśmy. Każdy się zmienił, my dorośliśmy. Przecież jeszcze kilka lat temu latałam tutaj taka mała kruszynka i każdy na swoje dzieci uważał,żeby nie wpadły do ognia. Uwielbiałam te czasy. Ale zauważyłam ,że teraz czuję się też dobrze, jest nawet lepiej.