Strony

sobota, 22 lutego 2014

05. "Dziękuję."

Gdy skończyliśmy oglądać komedie ,chłopcy wpadli na pomysł aby obejrzeć jakiś horror.
- Nie. To zdecydowanie nie jest dobry pomysł. - powiedziałam stanowczo. Oni zrobili tylko pytajacą minę. Wiedziałam ,że Tia też się boi.
- Na samą myśl o horrorze robi mi się niedobrze. Nie, nie róbcie mi tego. - powiedziałam. Ci zaczęli się tylko śmiać.
- Spokojna głowa, jak się będziesz bać, wystarczy ,że zamkniesz oczy czy schowasz głowę w Andrewa. - zaśmiał się Chris.
- Bardzo zabawne. - odpowiedziałam głupią ,bijąc go w ramię.
- On mówi prawdę. Jestem tu, nie musisz się bać. - uśmiechnął się Andrew. Em...ja chyba naprawdę wierzę w jego słowa. Chociaż wolałabym skoczyć z mostu niż obejrzeć horror.No trudno. Zaczęliśmy oglądać horror. Nawet nie obchodziła mnie nazwa. Nawet nie zaczął się ,a ja skuliłam nogi i schowałam w nie głowę. Chłopcy się śmiali.
- Czy to takie złe ,że jakaś dziewczyna boi się horrorów? Nie przepadam za nimi, nigdy ich nie oglądałam,bo mi nikt nie kazał. A jak już musiałam oglądać to przynajmniej mój chłopak mnie 'zagadywał' i było nawet nawet. - powiedziałam wkurzona zamykając oczy.
- Nie ma się czego bać. Moje ramię czeka. - zaśmiał się Andrew. Walnęłam go.
- Jezus co znów złego zrobiłem? - zapytał się i miał taką minę ,że od razu zaczęłam się śmiać.
- Dobra. Jednak naprawdę mnie rozśmieszasz. - ciągle się śmiałam. W tym samym momencie zaczął robić głupie miny. Nie mogłam ze śmiechu.
- Jesteś chory. - powiedziałam.
- Jestem Andrew. - uśmiechnął się. Już drugi raz to powtarza. To stało się zabawne. Skończyliśmy już rozmawiać i "oglądaliśmy". Oczywiście beze mnie, bo co próbowałam się popatrzeć było coś chorego. W pewnym momencie zamiast schować głowę w nogi schowałam ją w tors Andrewa. Później spojrzałam na niego.Ten się tylko uśmiechnął i mnie lekko obiął. Nie chciałam nic mówić. Ale było mi miło. Odwróciłam się do Chrisa i Tii. Wtulała się w niego, to było słodkie. Gdy skończyliśmy oglądać film, który ja cały spędziłam chowając twarz , wyłączyliśmy telewizor i posprzątaliśmy.
- Jezus , jestem potwornie zmęczona. Która godzina? - zapytałam przeciągając się.
- 1 jest. - odpowiedział krótko Brandon.
- Ja spadam, dobranoc wam! - uśmiechnęłam się do wszystkich.
- Ekhem.. - usłyszałam głos Andrewa.
- Nie oddam !- zaśmiałam się. Wiedziałam o co mu chodzi
- Ej, to moja najlepsza bluza... - powiedział smutno. Po chwili zrobiło mi się go żal i oddałam mu tą bluzę. Jeszcze raz się  uśmiechnęłam i zbiegłam na dół po klucze. Jak zwykle powiedziałam głośne 'dobranoc' i pobiegłam do pokoju.

*Oczami Andrewa*
- Wow. Stary. To było super. Jak ona tą swoją przestraszoną twarzyczkę przykładała do mnie. Stary, ja nie wiem co sie dzieje! - powiedziałem z przerażeniem do Chrisa gdy szliśmy na górę.
- Zakochujesz się głąbie. - walnął mnie przyjaciel. Nigdy nie byłem tak uradowany. Nigdy nie czułem czegoś takiego....

*Oczami Mary*
Wstałam o 8.30. Od razu czmychnęłam do szafy przed tym wybierając z szafy bordowe rurki, tego samego koloru sweter z napisem "Brooklyn" i "NY" oraz również tego samego koloru szalik. Gdy umyłam się, wysuszyłam włosy i pokręciłam je, pomalowałam się ,do końca ogarnęłam i wyszłam z łazienki ,odłączyłam telefon od ładowania, założyłam swoje czarne conversy i wyszłam, mówiąc o tym mamie. Znów w korytarzu spotkałam moje aniołki. Trochę ze sobą porozmawialiśmy i obiecałam im ,że się pobawimy później. Gdy zeszłam powiedziałam dzień dobry. Nie było tym razem pana Roberta na dole, ale siedział pan Jacek ,a obok niego person. I oczywiście ta sama ekipa co wczoraj.
- Widzę ,że nie ma twojego taty. Jakaś nowość. Pierwszy raz.- powiedziałam gdy stanęłam obok Andrewa ,który nabierał jajecznicę na talerz.
- Dzień dobry. Leczy dwudniowego kaca. Musi mieć siły na następne chlanie. - uśmiechnął się i przytulił mnie .
- Właśnie, dzień dobry. - powiedziałam i nałożyłam również jajecznicę na talerz. Wzięłam kubek i usiadłam do stołu z Andrewem. Przy nim siedział już Chris i Brandon.
- Hejka chłopaki.- uśmiechnęłam się do nich. Odwzajemnili uśmiech. W pewnym momencie ujrzałam zdjęcie mojego chłopaka i mój dzwonek. Powiedziałam ciche przepraszam i odeszłam od stołu stając przy wieszakach.

*Conversation*
Mary - M
Steve - S

S.- Cześć skarbie!
M.- Hej kochanie!
S.- Co u Ciebie? Jak tam w tym nudnym miejscu? Nawet się nie pożegnałaś i nie powiedziałaś ,że jedziesz..
M.- Tak wiem, ale dowiedziałam się tego w domu,już po szkole, musiałam się szybko spakować..i.
S.- Zapomniałaś?
M. - Tak..Kochnie przepraszam, wynagrodzę Ci to.
S. - Nie ma sprawy. Nic się nie stało. To pa skarbie, kocham Cię.- w tym momencie usłyszałam jakiś głos dziewczyny.
M. - E..okej. Pa, ja Ciebie też. - zakończyłam rozmowę.

*The End*

-Coś sie stało? - zapytał grzecznie Andrew gdy usiadłam do stołu.
- Nie, nie. A coś sie miało stać? - odpowiedziałam obojętnie jedząc dalej jajecznicę.
- Nic, ale masz taką dziwną minę. - powiedział patrząc się na mnie.
- Po prostu coś dziwnego usłyszałam. Tyle mogę Ci powiedzieć. - nie wiem czemu byłam taka nie miła. Gdy skończyłam jeść, odłożyłam talerz i wróciłam do stolika i piłam herbatę. Nagle dostałam sms-a od przyjaciółki. Przeczytałam w myślach "Musisz o tym wiedzieć. Dzisiaj zobaczyłam to zdjęcie. Przepraszam ,że Ci o tym mówię, ale tak uznałam. " Zjechałam niżej i zobaczyłam zdjęcie mojego "chłopaka" z moim najgorszym wrogiem. Zamknęłam mocno oczy, bo myślałam ,że to tylko sen. Jednak nic się nie stało. Wstałam szybko i wyszłam na taras. Każdy się dziwnie na mnie patrzył. Nie obchodziło mnie to. Ledwo wyszłam ,a strumienie łez popłynęły po moim policzku. Podbiegłam do płotu, szybko go przeskoczyłam i wbiegłam na samą górę łąki. Po chwili schowałam się w lesie. Usiadłam na kamieniu i rozkleiłam się. Opuściłam głowę i zaczęłam ryczeć. To już nie było zwykłe płakanie. Szlochałam. Tak cholernie czułam się bezsilna. Bez niczego. Pustka w środku. Zabijało mnie to. Nie wiedziałam co zrobić. Potrafiłam w tym momencie tylko płakać. Po 5 minutach ciągłego płakania, usłyszałam ,że ktoś idzie. Podniosłam lekko głowę. Podszedł do mnie. Chciałam coś powiedzieć..
- Nie. Nie mów nic. Choć tu. - powiedział Andrew ,a ja od razu wstałam i wtuliłam się w niego. Ten ściągnął z siebie kurtkę i założył ją na mnie.
- Wyglądam jak nie wiem co, a ty jeszcze mnie oglądasz. - powiedziałam przez łzy.
- Przestań tak mówić. Jesteś piękna. Ale jesteś jeszcze piękniejsza gdy nie płaczesz.I gdy tak nie marudzisz. - podniosłam głowę ,a on otarł mi łzy. Uśmiechnęłam się lekko i znów się do niego przytuliłam. Po 5 minutach uspokoiłam się. On podał mi chusteczki, ogarnęłam się lekko.
- Nie musiałeś tutaj przychodzić. Wolałam zostać sama..- powiedziałam cicho.
- Musiałem. A kto by Ci teraz dał chusteczki,lub kurtkę? - zaśmiał się. Od razu pojawił się uśmiech na mojej twarzy.
- Jesteś..- chciałam dokończyć, lecz zmieniłam zdanie. - Andrew. - tak dokończyłam. Ten uśmiechnął się. Wyciągnął papierosy.
- Ty chyba czytasz w moich myślach. - powiedziałam  wyrzucając chusteczkę.
- To jest pierwszy i ostatni raz gdy pozwalam takiej dziewczynie palić. - uśmiechnął się i podał mi fajkę.
- A co gdy ta dziewczyna naprawdę tego potrzebuje? - nie odpowiedział. Zapaliliśmy. W tym momencie ciągle się na mnie patrzył. Wkurzało mnie to powoli.
- Jesteś wkurzający. Wiem ,że wyglądam potwornie ale nie musisz tak ciągle się patrzyć. - powiedziałam patrząc na niego.
- Ty też jesteś wkurzająca. Nie muszę, ale chcę. Mogę? - przypomniało mi się jak chciał usiąść wtedy koło mnie. Powiedział teraz dokładnie tak samo, to cholerne 'mogę?'.
- Możesz. I...możesz też siadać koło mnie na kanapie.- zaśmiałam się i poruszyłam brwiami. Ten wstał i ukłonił się na znak ,że dziękuje.
- Powiesz mi co się stało? Jeśli mogę wiedzieć... - powiedział opierając się o drzewo i biorąc ostatniego bucha. Ja usiadłam na kamieniu dalej paląc.
- Eh..okej. Miałam chłopaka, on był również moim przyjacielem, mogłam się jemu zwierzać, on mi. Od pewnego czasu dziwnie się zachowywał, ale myślałam ,że jakoś to samo przejdzie. A dzisiaj przy rozmowie usłyszałam jakieś głosy dziewczyny, on szybko się pożegnał. Później jak wróciłam do was, dostałam sms-a od mojej najlepszej przyjaciółki. Wysłała mi zdjęcie jego i mojego najlepszego wroga. Takiej Lily z którą się nienawidzę. Wiem ,że moja przyjaciółka nie chciała źle, na pewno uznała ,że lepiej abym wiedziała.. no i cały świat mi się zawalił. Byliśmy razem od 3 lat, poza tym znaliśmy się od dzieciństwa... - mówiłam to mając spuszczoną głowę, ale czułam oddech Andrewa. Nagle stała się wielka cisza..Przerwał ją.
- Wiesz co ci powiem? Życie nas czegoś zawsze uczy. Nawet gdy jest najlepiej wszystko może się zepsuć. Masz najlepszą przyjaciółkę, skoro nie ukrywała tego przed tobą. Czuję, że to Cię rozdziera. Ale ja na twoim miejscu ,wiedząc ,że osoba którą kocham czy znam od dzieciństwa zdradziła mnie, chyba bym się zabił. A ty normalnie stoisz i widzę jak walczysz. Jestem ....dumny z Ciebie. Coś na pewno było lub jest na rzeczy ,że zniosłaś to lepiej niż każdy normalny człowiek...- mówił to stanowczo ,ciągle nie spuszczał ze mnie wzroku. Dlaczego on jest taki, że wie wszystko. Już coś wyczuł. Westchnęłam głęboko.
- Dziękuję ,że mówisz takie rzeczy. To jest bardzo miłe. Ale ..nie jestem w stanie Ci narazie powiedzieć o co chodzi.. zrozum mnie. - uśmiechnęłam się do niego. On tylko przytaknął. Podeszłam do niego, przytuliłam go. Objął mnie tak kochanie, jakby bał się ,że mu ucieknę. Oparłam głowę o jego ramię i wdychałam jego zapach. Było mi lepiej niż kiedykolwiek. Nagle pocałowałam go w policzek.
- Dziękuję. - szepnęłam.
- Nie ma za co . - odszepnął.
- Lubisz pozować do zdjęć? - nagle zapytał.
- A co? - odsunęłam się.
- Nie no,bo robię zdjęcia i potrzebuję kogoś do zdjęć, bo dawno nie robiłem...
- Fajną masz wymówkę. - zaśmiałam się. - No ale okej. Tylko powiedz w co mam się ubrać. - uśmiechnęłam się.
- Hmm. Dla mnie to nawet nago możesz być. Nie no żartuję. Ubierz się w co chcesz. Naprawdę. - uśmiechnął się.
- Okej. To może za 30 minut? - zapytałam.
- Jasne. Przygotuję sprzęt. - oddałam mu kurtkę, podziękowałam oczywiście. Weszliśmy do środka. Wszyscy się na nas patrzyli. Wzięłam klucze od mamy.
- My zaraz na spacer idziemy. Idziesz? - zapytała mama.
- Nie. Ale dzięki. - uśmiechnęłam się do niej. Nie ma dzisiaj śniegu , dlatego pewnie poprosił o tą sesję. Pobiegłam do pokoju. Spojrzałam na termometr. Wskazywał on 15 stopni. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej krótkie ,czarne spodenki ,do tego białą ,krótką bluzkę ,zawiązałam wokół spodenek czarną koszulę. Założyłam czarne botki. Pokręciłam włosy, poprawiłam makijaż który był prawie cały rozmazany. Gdy byłam gotowa, sięgnęłam jeszcze po kurtkę i poszłam na górę ,oddając mamie po drodze klucze,bo szli się szykować.
- Jezus, mamy lato? - zapytał Chris. Zaśmiałam się.
- Nie. Andrew poprosił o sesję. Ey, Tia, może też chcesz? - zapytałam.
- Jasne, czemu nie. Poczekaj ,pójdę się szybko ogarnąć. - uśmiechnęła się do mnie.
- No tak,Adrew serio robi niesamowite zdjęcia. Już wszystko okej Mary? - zapytał mnie Chris.
- Tak, wszystko okej. - uśmiechnęłam sie szczerze i usiadłam na kanapie. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam robić sobie zdjęcia.
- Ey, chłopaki, chcecie ze mną? - od razu podeszli do mnie i zaczęliśmy robić sobie 'selifes'. Było naprawdę zabawnie. Nagle usłyszeliśmy Andrewa
- A ja? - zapytał smutny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz