Poszłam z nimi na górę. Doszedł Brandon, a później Tia.Rozmawialiśmy. Jak zwykle. Dochodziła 12. Tata Andrewa przyszedł do nas i zapytał się czy idziemy z nimi wszystkimi na spacer. My? Wszyscy? Tak jak kiedyś? Calusieńką grupą? Nie wierzę . Byłam wniebowzięta. Zgodziliśmy się i poszliśmy się szykować. Zmieniłam swoje airmaxy na czarne kozaki. Założyłam swoją zimową kurtkę , szalik ,czapkę i rękawiczki. Na dworze świeciło lekko słońce, ale było dużo śniegu i było zimno. Gdy każdy był gotowy , pożegnaliśmy się z właścicielami i wyszliśmy. Ja, Andrew, Christopher, Tia i Brandon szliśmy na początku. Zauważyłam ,że Christopher i Tia rozmawiają ze sobą. Bardzo blisko.
- Czy tylko ja to widzę? - zapytałam się chłopaków ,którzy szli obok mnie.
- Nie dziwię się. Pasują do siebie. - uśmiechnął się do mnie Andrew. Odwzajemniłam uśmiech. Nagle Andrew zrobił kulkę śnieżną. Myślałam ,że rzuci w Brandona, a trafił dokładnie we mnie. Wkurzyłam się, zrobiłam też kulkę i rzuciłam w jego głowę. Tak się zaczęła masakryczna bitwa na śnieżki. Każdy, nawet dorośli zaczęli się rzucać. Wujek zaczął robić nam zdjęcia. Person skakał po wszystkich. Każdy choć raz leżał na ziemi. Dorośli bawili się lepiej niż my. Nigdy tak chyba nie było. Chyba ,że ja nie pamiętam ,bo byłam mała. Śmiałam się w niebo głosy. Gdy rzucałam się z Brandonem, nagle Andrew wziął mnie na ręce i rzucił w śnieżną zaspę. Leżał na mnie.
- Hahhahahahah. Zejdź ze mnie pacanie. - zaśmiałam się i próbowałam go ściągnąć.
- Jestem Andrew. - uśmiechnął się. Nie chciał mnie puścić. Gdy się nie patrzył, wzięłam w ręke śnieg i walnęłam go w twarz. Zaczęłam płakać ze śmiechu. W końcu mnie puścił. Po chwili przestaliśmy się już rzucać.
- Fajnie było! - krzyknął pan Jacek, cały mokry. Zresztą nie tylko on wyglądał tak. Wszyscy zdyszani szliśmy dalej naszymi znanymi drogami. Każdy znów ze sobą rozmawiał. Nagle Tia do mnie podeszła.
- O, widze ,że już się ocknęłaś? - powiedziałam do niej.
- Co? Nie rozumiem. - zaśmiała się.
- No jak to. Widzę ,że tam kręcisz z Chrisem. Powodzenia kochanie . - przytuliłam ją. Obróciliśmy się do chłopaków. Rozmawiali.
*Oczami Andrewa*
- Ona jest taka piękna. - powiedziałem do Chrisa i Brandona.
- Ta. Kiedyś też tak mówiłeś. - odpowiedział Chris.
- Ey, nie bądź taki. Kiedyś też mi się "podobała", ale teraz jest jeszcze piękniejsza. - zaśmiałem się, ukradkiem przyglądając się jej.
- No to zrób wszystko,aby była twoja. - uśmiechnął się i poklepał mnie po ramieniu przyjaciel.
- A ty jak tam z tą Tią? - zapytałem poruszając brwiami.
- No co. Dogadujemy się.
- Tia. Zobaczysz, obejrzysz się i będziecie razem. - zaśmiałem się do niego.
- Wiem to. Ty też dasz radę. Jak coś, to do mnie ,okej? - uwielbiałem w nim to,że zawsze mogę mu wszystko powierzyć. Jest niesamowity.
Szliśmy jeszcze tak przez 30 minut gdy zapomnieliśmy,że za niedługo będzie obiad, więc zawróciliśmy się. Dorośli szli przed nami , a my trochę dalej. Cały czas się śmialiśmy i wygłupialiśmy. Chciałem zrobić coś szalonego. Podbiegłem do Mary, wziąłem ją na barana i zacząłem z nią biegać. Naprawdę nie wiem dlaczego to zrobiłem. Poza tym jest taka chuda, że ledwo co ją czułem. Chyba się w niej zakochuję.
*Oczami Mary*
On jest chory. Nie wierzę ,że on to naprawdę zrobił. Ale fajnie mi z nim. Cieszę się ,że sie tak dobrze bawimy.
- Puść mnie Andrew ! -krzyczałam do niego.
- O , nauczyłaś się mojego imienia .- zaśmiał się.
- Puścisz mnie?
- A magiczne słowo?
- Abrakadabra? - zażartowałam sobie.
- Ooo, grabisz sobie. - znów śmiech.
- Proszę Cię bardzo...Andrew. - szepnęłam mu do ucha. Puścił mnie. Podziękowałam. Szliśmy jeszcze przez 15 minut i doszliśmy do naszego "domu" .Tak. To dobre określenie. Czuję się jak w domu. Weszliśmy ,rozebraliśmy się i od razu czuć było ciepłą zupkę. Uwielbiam to gdy jesteśmy zmęczeni czeka na nas ciepła zupka i drugie danie. Poza tym teraz jeszcze jesteśmy wszyscy mokrzy po dobrej zabawie. Gdy wszyscy się ogarnęliśmy zasiadliśmy do stołu. Znów siedziałam obok chłopaków z Tią. Znów się śmialiśmy. Nigdy w ciągu dnia tak długo się nie śmiałam.
- Naprawdę mnie rozśmieszacie, dziękuję wam za to . - uśmiechnęłam się do chłopaków.
- Najbardziej to chyba Andrew Cię rozśmiesza. - wtrącił się Chris patrząc na Andrewa ,który uśmiechnął się.
- Tak. Masz rację. Dzięki ! - powiedziałam miło do niego. Po zjedzonym obiedzie rozeszliśmy się.
- Jak się ogarniemy to spotykamy się na górze, ok? - powiedział Andrew. Przytaknęliśmy wszyscy i poszliśmy się ogarnąć. Przebrałam się w morską bluzkę 3/4 i czarne getry oraz morskie air maxy . Wyszłam z pokoju i udałam się na górę. Czekali tam chłopcy z włączonym telewizorem i popcornem.
- Będziemy oglądać filmy! - krzyknął uradowany Andrew. Przygotowali wszystko.
- Wow. Przygotowaliście wszystko! . - uśmiechnęłam się do nich.
- Co tutaj sie dzieje? - zapytała Tia wchodząc na górę.
- Będziemy oglądać filmy. - odpowiedział wesoło Christopher. Ależ się w nią wlepiał.
- Ale co będziemy oglądać? - zapytałam.
- Komedie. - odpowiedzieli chórem. Usiedliśmy na kanapie. Christopher z brzegu, później Tia, następnie ja ,Andrew ,a Branon na krześle ,bo się nie zmieścił. Nie przeszkadzało mu to. Włączyliśmy film. Ciągle się śmialiśmy. Nie wiem dlaczego założyłam tą cienką bluzkę. Teraz mi potwornie zimno.
- Ja idę po coś grubszego,bo mi zimno. - oznajmiłam i miałam wstać, lecz Andrew mnie zatrzymał.
- Nie musisz opuszczać filmu. Weź moją bluzę. - ściągnął swoją szarą bluzę i dał mi ją. Przytuliłam go i założyłam ją. Jezus. Nie powiem ,że zajebiście czułam się w tej bluzie, była ciepła ..i pachniała nim. Przez reszte filmu próbowałam nie myśleć o nim ani na niego nie patrzeć. Chyba się w nim zakochuję...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz