Strony

sobota, 22 lutego 2014

03. "Mogę?"

Po zjedzonej kolacji znów wróciliśmy na górę. Przyjechała moja koleżanka Tia. Z nią też się zawsze fajnie bawiłam. Uwielbia konie. Bardzo się zmieniła. Ma 14 lat. Jest śliczna!
- Hej Tia! Dawno się nie widziałyśmy.- powiedziałam i przytuliłam ją.
- T-to ty Mary?! Kompletnie Cię nie poznałam...
- Tak jak my. - powiedzieli chórem chłopaki.
- A to dlatego tak się patrzyliście jak zobaczyliście mnie? - zaśmiałam się.
- My? To Andrew. - powiedział Brandon. Andrew szturchnął go.
- Super. Wszystko zwalajcie na mnie.- powiedział wkurzony Andrew i zaczął się z nimi bić. Hahah. Tak jak zawsze. Ja z Tia tylko się im przyglądaliśmy,ale było to całkiem zabawne, więc ciągle się śmiałyśmy. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam robić im zdjęcia. Będzie fajna pamiątka. Gdy wreszcie skończyli ,Brandon i Chris zaczęli grać w pingla ,a Andrew chciał koło nas usiąść.
- Mogę? - zapytał patrząc się na mnie.
- Nie kuźwa, nie pozwalam. - powiedziałam sarkastycznie. Ten zrobił smutną minę i odszedł śmiejąc się jednocześnie.
- Ty jesteś chory. Powiedziałam to sarkastycznie, poza tym nie ma miejsca. - uśmiechnęłam się.
- Nie ma miejsca? Jesteś taka pewna? - w tym samym momencie podszedł, wziął mnie na ręce postawił na ziemi i usiadł na moim miejscu.
- Co?! Zawsze spoko. Będziesz coś chciał pacanie. - powiedziałam wnerwiona ,a on tylko śmiał się. W sumie mi też chciało się śmiać. Stałam tam i nosiło mnie.
- Jak chcesz usiąść to możesz na moich kolanach. - powiedział obojętnie.
- Wolałabym się zapaść pod ziemię. - wkurzona ściągnęłam krzesło z drugiego krzesła i usiadłam na nim. Do końca wieczoru próbowałam z nim nie rozmawiać, ale ciągle mnie prowokował. Naprawdę dobrze się bawiłam. Kilka razy graliśmy w ping-ponga. Poznaliśmy się bardziej. Dowiedziałam się ,że Andrew pali. To mnie naprawdę zdziwiło. Chociaż sama palę. Bardzo się zmieniliśmy. Rozmawialiśmy tak do 1 w nocy. Niestety najpierw Tia musiała iść, a z nimi jak coraz dłużej przebywałam, ryła mi się psychika. Pożegnałam się z nimi i poszłam do pokoju.
- Już idziesz? - zapytał Andrew przed moim odejściem.
- Tak. - uśmiechnęłam się do niego i poszłam na dół do mamy po klucze. Jak zwykle powiedziałam dobranoc, każdy mi odpowiedział i weszłam do pokoju. Przebrałam się w dresy, spiełam włosy i od razu zasnęłam.

*Ranek*
Uwielbiałam to tutaj,że rano budziły mnie promienie słońca i śpiewające ptaki, a nie wiertarki i głos suszarki z łazienki. Przeciągnęłam się mocno i wstałam. Spojrzałam na telefon i odłączyłam go od ładowania. Na iphone'a wskazywała godzina 8.00 . Wcześnie jak na mnie. Ale tutaj zawsze tak wstawałam. Mama jeszcze nie wstała, a tato był już cały gotowy i siedział na komputerze. Skorzystałam z okazji ,że mama nie jest w łazience. Podeszłam do szafy, wyjęłam z niej czarne rurki , szary 3/4 za duży sweter oraz bieliznę. Zamknęłam się w łazience, przebrałam się , umyłam twarz, pomalowałam się, zrobiłam grzywkę, wyprostowałam włosy i byłam gotowa. Wyszłam z toalety i ubrałam air maxy.
- Ja idę na śniadanie. - oznajmiłam rodzicom, sięgnęłam po telefon, schowałam go. Wybiła godzina 8.30. Wyszłam z pokoju i szłam korytarzem.Po drodze przywitałam się z moimi małymi kuzynami. Są strasznie słodcy. Po przywitaniu, pobiegli do pokoju, a ja zeszłam po schodach. Powiedziałam głośno dzień dobry. Przy stole siedział jak zwykle pan Robert, wow. Siedział naprawdę na tym samym miejscu, czyli nic się nie zmieniło. Uśmiechnęłam się w duchu. Z nim siedzieli również ojcowie Christophera i Brandona, kilka panów i pań.
- Jaki skowronek do nas zawitał. - powiedział mój wujek, tato moich małych kuzynów z którymi się witałam. Ja się tylko zaśmiałam. Przy stole siedział też Andrew i Christopher. Ci też zawsze tak wcześnie zjawiali się. Pili herbatę. Podeszłam do osobnego stołu. Zastanawiałam się co wziąć. Wzięłam kanapkę i kubek. Przy stole zawsze była herbata wlana do wielkiego termosu. Usiadłam trochę dalej od chłopaków. Przywitałam się z nimi. Nalałam sobie herbaty, zjadłam kanapkę,a później herbatę. Później odłożyłam talerz.
- Ty naprawdę tylko tyle jesz? - wtrącił się Andrew.
- Masz coś do tego? - zapytałam się obojętnie. Już ucichł. Nie wiem czemu go tak traktuję. Dalej mi nie przeszło. Kiedyś to zrobiłabym wszystko żeby się do mnie odezwał. Tak. Kiedyś się w nim kochałam. I to jak kochałam. Ciągle o nim myślałam. To była porażka. Teraz jest jeszcze bardziej przystojny. Ale się nie znamy...Przez to ,że o nim pomyślałam, ciągle na niego patrzyłam. Było mi trochę głupio. Gdy ocknęłam się ,zauważyłam się ,że uśmiecha się do mnie. Ma piękny uśmiech.. dobra, Mary, spokojnie. Odetchnęłam ,odłożyłam talerz i usiadłam na tym samym miejscu. Wyciągnęłam telefon i weszłam na facebooka. Poszperałam tam trochę i nie miałam co robić. Błagałam aby któryś z nich się odezwał. Nagle wstali. W duchu chciałam się zabić. Wiedziałam ,że nie zapytają. Co ja sobie myślałam. Nagle Andrew przybliżył swoje usta do mojego ucha. Przeszły mnie ciarki.
- Wiem ,że się nie wkurzasz. Czekamy na górze. - wkurwiło mnie to ,że bawił się moimi emocjami, i w sumie całą mną. Chciałam go zabić.

CDN..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz